RSS
 

Notki z tagiem ‘przepis’

Chocky

27 mar

Dziś przepis na zabójczo pyszne ciasto czekoladowe, bardzo czekoladowe. Przepis jest trochę podobny do brownie, bo ciasto również wychodzi w miarę mokre.

Składniki:
Ciasto:
2,5 szklanki mąki
2/3 szklanki białego cukru
1/3 szklanki brązowego cukru
1/3 szklanki kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
0,5 łyżeczki soli
3 jajka
1/2 szklanki śmietanki 30%
1/2 kostki masła
1/2 szklanki oleju
1,5 szklanki wody
aromat rumowy
Polewa:
2,5 tabliczki gorzkiej czekolady
łyżka stołowa masła
W jednej misce wymieszaj dokładnie wszystkie suche składniki, w drugiej wymieszaj jajka, śmietankę i aromat, a w trzeciej utrzyj masło, dodaj olej i stopniowo dodawaj wodę. Następnie dodawaj powoli mieszankę składników z 1. miski, wymieszaj i dodaj składniki z 2. miski. Wylej ciasto na tortownicę wysmarowaną masłem i wstaw do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni na około godzinę (zależy to w głównej mierze od suchego patyczka). Gdy ciasto się już upiecze i wystudzi, rozpuść czekoladę i łyżkę masła w rondelku, po czym rozprowadź czekoladę po cieście. Smacznego! :)
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Coco Jambo

31 maj

W ramach wyjątku ostrego tygodnia upiekłem te oto muffinki mojej Mamie na Dzień Matki, bo ostrych potraw nie lubi. Podczas pieczenia muffinek pobiegłem jeszcze do kwiaciarni po kwiatka i zdążyłem wrócić zaraz przed powrotem Mamy do domu. Smakowało :)



Składniki:

Ciasto:
1,5 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru
1/4 szklanki wiórków kokosowych
1/4 szklanki otrębów owsianych
1/2 szklanki oleju
3/4 szklanki syropu ananasowego (z puszki)
100g jogurtu naturalnego
1 jajko
1 puszka ananasa w kawałkach (syrop odsączyć)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
kilka kropel aromatu ananasowego

Posypka:
1/2 szklanki wiórków kokosowych
[Listonic]

Wykonanie ciasta jest banalnie proste. Wszystko dzieje się w 2 naczyniach. W jednym połącz wszystkie suche składniki – mąkę, cukier, wiórki, otręby, proszek do pieczenia i sodę; a w drugim mokre – olej, syrop, jogurt, aromat i roztrzepane jajko. Teraz dodaj suche do mokrych (choć możesz i odwrotnie, ale tak jest wygodniej) i wymieszaj, ale tylko do połączenia składników. Powiem nawet, że grudki są mile widziane :) Teraz dodaj drobno pokrojone kawałki ananasa. Jeśli ciasto jest zbyt rzadkie, dodawaj na przemian po łyżce mąki, otrębów i wiórków, aż masa będzie miała bardziej zwartą konsystencję. Tak powstałą masę nałóż do formy na muffinki wyłożonej papilotkami (do ok. 1 cm poniżej brzegu papilotki), posyp obficie wiórkami kokosowymi i włóż do piekarnika na 20 minut do piekarnika rozgrzanego do ok.200 stopni. Po upływie 20 minut włącz termoobieg i piecz jeszcze do 5 minut. Następnie wyjmij formę i odstaw ją do ostudzenia. 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kapeluszniki faszerowane

19 mar

Składniki:
pieczarki (1 pieczarka=1 kapelusznik)
jajko (1 na każde 4 pieczarki)
pół cebuli (na 4 pieczarki)
bułka tarta
przyprawy – koperek, tymianek, vegeta, pieprz
oliwa

Pieczarki umyj, obierz, odkroj trzonki od kapeluszy. Trzonki posiekaj drobno, podsmaż na patelni z cebula. Dodaj posiekany koperek, jajko ugotowane na twardo (również drobno pokrojone), przyprawy (wg gustu) i posyp wszystko lekko bułką tartą. Wymieszaj wszystko dokładnie, podgrzej trochę i nałóż farsz na kapelusze. Kapelusze ułóż na patelni i smaż je 6-8 minut, po czym przykryj je jeszcze pokrywką na kilka minut, dla pewności że nie będą w środku surowe.
Danie nadaje się idealnie na przystawkę i może być podawane z białym winem.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Winterzauber

17 mar

Składniki:
250 ml wody
750 ml soku z czerwonych winogron
2 pomarańcze
2 cytryny
1 pałeczka cynamonu
4 goździki
1 łyżeczka cynamonu (zmielonego)
3-4 łyżki stołowe miodu

W związku z tym, że zima ciągle daje o sobie znać, postanowiłem zamieścić przepis na (oczywiście) bezalkoholowy grzaniec, który przywoła miłe wspomnienia z okresu świątecznego. Soku z czerwonych winogron szukałem dość długo, bo chyba aż 4-5 dni, aż w końcu znalazłem go w Carrefour. A oto i przepis:
W garnku podgrzej wodę, sok z winogron, miód, przyprawy i drobno pokrojone cytryny i pomarańcze (nie gotuj). Po zagrzaniu pozostaw na 15 minut pod przykrywką, aby odciągnęło. Rozlej w kubeczki grzańcowe, które możesz ozdobić skórkami z pomarańczy i winogronami.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kakaos

15 mar

Składniki:
Ciasto:
250g mąki
250g cukru
250g margaryny
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
5 jajek
4-5 łyżek śmietany
4 czubate łyżki kakao

Posypka:
150g kokosu
120g cukru
100g margaryny
2-3 łyżki mleka

Jest to drugie ciasto, które upiekłem na środę. Zamieszczam je jako pierwsze dlatego, że okazało się bardziej pożądane wśród koleżanek i kolegów w pracy ze względu na smak (z wyglądu wygrywa zdecydowanie tort). Muszę dodać, że wyszło mi bardzo smaczne mimo tego, że robiłem je po północy… A oto i przepis:
Dokładnie utrzyj margarynę z cukrem, następnie dodaj żóltka, ucieraj dalej, dodaj mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, ucieraj, dodaj śmietanę, ucieraj, oraz kakao i ucieraj. Z białek, które Ci zostały, ubij sztywną pianę, dodaj ją do ciasta i delikatnie mieszaj (faza ucierania już za Tobą) drewnianą łyżką, aż powstanie jednolita konsystencja. Ciaso wylej do wyłożonej papierem do pieczenia blachy i odłóz na bok. Teraz kolej na posypkę: w głębokim rondelku rozpuść margarynę, dodaj kokos, cukier i mleko.Nie gotuj, po prostu dokładnie wymieszaj. Teraz możesz rozprowadzić kokos po powierzchni ciasta, wgniatając w nie lekko posypkę.
Całość włóż do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 50 minut. Sma-czne-go :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zupa szpinakowa

10 sty

Składniki:
Szpinak 450-500g
Kartofle – ~700g
4-5 łyżeczek Vegety
3 ząbki czosnku
50g śmietany

Podstawowym składnikiem zupy jest oczywiście szpinak, który gotujemy wraz z kartoflami (poza Śląskiem z ziemniakami) na małym ogniu, aż kartofle będą miękkie. Nie można przesadzić z ilością wody, bo każda zbyt rzadka zupa traci wiele na smaku. W tym czasie dodajemy vegetę, później drobno pokrojony czosnek i na końcu, gdy już zupa kończy się gotować wlewamy 2 jajka, które musimy dokładnie (i tu ciekawe słowo) rozmemłać, po czym gotujemy jeszcze przez 2-3 minuty. Po wyłączeniu gazu można dodać śmietanę – nie jest to obowiązkowy składnik. Ważne jest, że im więcej wlewasz śmietany, zupa staje się coraz bardziej mdła, więc uważaj. Pamiętaj, że śmietanę zawsze możesz dodać gdyby Ci było mało, ale odjąć wymieszanej już nie zdołasz. Jeśli wydaje Ci się, że dodałeś za dużo śmietany, dosyp jeszcze łyżeczkę vegety i podgotuj zupę około minutę – smak śmietany powinien się trochę zniwelować.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Frohes Neues!

03 sty

Gdy świąteczne ciasta się już skończyły, nadszedł Sylwester, którego spędziłem u znajomych. I oni też już mieli ciasto (prześwietne!),  więc mojego już nie piekłem. Z kolei moja kuzynka ma urodziny 3 dni po Sylwestrze i tak się składa, że wypadają dzisiaj. Z tej okazji postanowiłem upiec ciasto. Niestety nie udało mi się zdobycie żadnego przepisu w Dortmundzie na Weihnachtsmarkt, gdyż wszędzie było tak duużo ludzi, iż nie miałem nawet okazji spytać cukierników o przepisy. Znalazłem jednak u cioci w świątecznym wydaniu „Laury” przepis na torcik z herbatnikami Spekulatius, które akurat kupiłem wcześniej w sklepie za pół ceny w poświątecznej promocji. Poświąteczne promocje są zawsze bardzo korzystne. Szkoda, że przed świętami nie ma takich poświątecznych promocji. Słodycze można kupić bardzo, bardzo tanio. Przeczytałem przepis i jak się okazało, to ciasto nadaje się idealnie dla kogoś, kto nie ma piekarnika, lub ma, ale jest zepsuty, bo wcale się go nie piecze. Przygotowałem wcześniej wszystkie składniki, by się już wcześniej nie rozpraszać. Obok położyłem słownik niemiecko-polski, tak na wszelki wypadek. Rozkruszyłem herbatniki – najlepiej włożyć je do woreczka, owinąć szmatką i użyć na nich tłuczek do mięsa – wtedy masz pewność, iż nie będziesz mieć całej kuchni w okruszkach. Tak rozkruszone herbatniki utarłem z masłem, które wcześniej trochę podgrzałem w mikrofali. Całą masę rozprowadziłem dokładnie na spodzie tortownicy i odstawiłem do ostygnięcia. Taki spód można użyć do wielu ciast na zimno, jest łatwy i szybki do przygotowania i nie trzeba wcale piec (jak to jest z ciastami na zimno). Następnie zabrałem się za przygotowanie kremu. Zmiksowałem mascarpone, serek homogenizowany, cukier, sok cytrynowy, olejek waniliowy i cynamon. Składniki dodawaj po kolei, nie wszystkie na raz. Zmiksowaną masę na chwilę odstawiłem, by zająć się żelatyną. Włożyłem 2 płatki do chłodnej wody, aż zmiękły. Wtedy odlałem wodę i zostawiłem tylko trochę wody na dnie garnuszka. Później podgrzałem żelatynę, aż do jej całkowitego rozpuszczenia, dodałem 3 łyżki kremu, wymieszałem i dodałem do reszty kremu. Na sam koniec ubiłem śmietanę, aż była całkiem sztywna i dodałem do kremu i zmiksowałem całość. Rozprowadziłem go szpachelką na spodzie i na gładkiej górze położyłem kilka czekoladowych listków. Jednak wydawało mi się to trochę za mało, więc poszedłem do sklepu po wiórki kokosowe i czekoladowe, którymi posypałem torcik. Całość wstawiłem do lodówki na noc (choć wystarczą 2-3 godziny) i dziś zawiozłem na urodziny Alice. Nikt nie chciał uwierzyć, że to właśnie ja je zrobiłem!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Papier gratis

19 gru

Kilka dni zastanawiałem się, czy zamieścić przepis na ciasteczka. Kilka dni później upewniłem się u autora, że mogę go zamieścić (nie chcę przypisywać sobie przepisów zamieszczanych na tym blogu). Niektóre modyfikuję celowo (jeśli chodzi o koszta), niektóre modyfikują się same w trakcie wykonania. Ale mniejsza o to. Po upieczeniu "Migdałowego w  trymiga" pomyślałem, że skoro piekarnik jest już rozgrzany, a kuchnia w miarę czysta, to mogę wykorzystać sytuację i zrobić beziki. Szybko pozbierałem więc potrzebne składniki, przeczytałem przepis dwa razy i zabrałem się do pracy. Najpierw starłem na grubo tabliczkę miętowej czekolady (tylko taką znalazłem), później przemieliłem w dłoniach 2 garście płatków śniadaniowych na drobne kawałeczki (ale nie na piasek) – nie chciałem przerywać później ubijania piany tymi czynnościami. Następnie oddzieliłem białka od żółtek i wlałem je do garnka, by je ubić na sztywną pianę. Po chwili wlałem jeszcze jedno białko, bo garnek był za niski i ubijając je połowa się rozlała (jakie to oczywiste). Przelałem całość do wysokienia naczynia i ubijałem białka mikserem. Po kilku chwilach piana może i sztywna nie była, ale była bardzo gęsta. Dosypałem cukier i ubijałem dalej, aż piana zrobiła się lśniąca. To znak, że można powoli dodawać drobinki czekolady i płatków i mieszać wszystko delikatnie metalową łyżką. Ostatnim krokiem jest nałożenie porcji jednołyżkowych masy bezikowej na blachę wyłożoną papierem do pieczenia – najlepiej w większych odstępach od siebie (mnie się prawie wszystko pozlewało) - oraz wstawienie blachy do piekarnika rozgrzanego do 160 stopni na 20 minut. Po tym czasie wyjmujemy beziki i oddzielamy je od papieru do pieczenia. Jesli beziki pozostaną dłużej w piekarniku, papier przywrze zbyt mocno, by go usunąć bez zniszczenia bezy, co i tak nawet po odpowiednim czasie jest dość trudne. Dlatego część degustatorów miała do bezików dołączony darmowy papier do pieczenia, który mogli sobie zostawić między zębami na czarną godzinę :) 
 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

1, 2, 3, 4… znikają wszystkie szmery…

14 gru

Wczoraj wieczorem zabrałem się do pieczenia ciasta migdałowego, na które przepis dostałem od mojej kuzynki. Tym razem miałem spokój, ale tylko dlatego, że wcześniej się pokłóciłem z mamą i była na mnie obrażona cały wieczór. Nie wiem, czy ja już nie potrafię rozmawiać z ludźmi, czy to różnica pokoleniowa, czy ja po prostu nie jestem może stworzony do jakiegokolwiek życia rodzinnego. Powodów może być wiele, jednak żadnego konkretnego nie jestem w stanie podać w tej chwili. Mama poszła na spacer, zostałem ja i moje ciasto. Wziąłem do ręki przepis, przeczytałem go dokładnie dwa razy i przygotowałem sobie wszystkie składniki. Wykonanie ciasta jest nawet jak na mnie banalne. Na początku miksujemy dokładnie jajka, śmietanę, cukier i cukier waniliowy, najlepiej w wysokim naczyniu, by nam się nic nie porozlewało ani nie tryskało zbyt mocno. Po otrzymaniu ładnej, jednolitej konsystencji, przelewamy masę do naczynia większego, w którym dodajemy mąkę, proszek do pieczenia i sól. Mieszamy wszystko dokładnie i wylewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia, którą wkładamy na 10-15 minut do piekarnika rozgrzanego do 180-200 stopni. W tym czasie przygotowujemy polewę. Mieszamy masło, płatki migdałowe, cukier waniliowy i mleko bardzo dokładnie, aż do połączenia się wszystkich składników. Z moim antytalentem nawet taki łatwy przepis można pokręcić – w związku z tym, iż nie chciało mi się ucierać masła z migdałami, rozpuściłem je w rondelku i dopiero wtedy wszystko wymieszałem, co było błędem, bo po wylaniu wszystkiego na ciasto, masło mi wsiąknęło w ciasto i tym samym migdały sie nie posklejały ze sobą na tyle mocno, by się nie sypały. Pamiętać trzeba również, że jeśli chcemy zwiększyć porcję migdałów, powinno się również zwiększyć ilość masła, o czym oczywiście również zapomniałem. Po rozprowadzeniu polewy na jeszcze ciepłym cieście wkładamy je znowu do piekarnika na 15 minut. Po tym czasie sprawdzamy wykałaczką, czy ciasto jest już suche. Jeśli tak, wyjmujemy i czekamy aż ostygnie. Później można już tylko jeść :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dawno, dawno temu…

28 lis

Miało być systematycznie i w ogóle. Byłoby, gdyby mi się komputer nie zawiesił przed zapisaniem ostatniego posta… a po zawieszeniu tekst mi zniknął i byłem już na tyle zirytowany całą tą sytuacją, iż piszę dopiero dziś. Ale wracając do tematu… Przed pieczeniem ogarnąłem trochę kuchnię, by można było się w niej jakoś poruszać. Kuchnię mamy małą. Byłem już zmęczony po całym dniu, ale z taką chętką na brownie nie mogłem znów tego przełożyć. Poza tym dziewczyny w pracy już "sugerowały", że czekają na moje wypieki. Tym bardziej chciałem, żeby ciasto się udało. Ale jak tu skupić się na pieczeniu, gdy co chwilę drzwi otwierała mama, by sprawdzić czy jej kuchnia dalej jest kuchnią, a nie jest przypadkiem już pogorzeliskiem? I czy rzeczywiście o północy potrzebne są komentarze dotyczące sprzątania? Raczej służą tylko coraz większej irytacji. A ja nie chciałem znów czegoś pomylić, jak za pierwszym razem. Po pewnym czasie wszyscy domownicy poszli spać, więc mogłem w spokoju skupić się na cieście. Wziąłem do ręki przepis, który dostałem od Quentona, przeczytałem go 2 razy dokładnie i zabrałem się do pracy. Przygotowałem wszystkie potrzebne naczynia i składniki, pamiętając o magicznej barierze 10 zł użyłem tańszych zamienników. Na początku wymieszałem dokładnie mąkę, sodę, cukier i sól. Nastepnie w kąpieli wodnej rozpuściłem margarynę, wymieszałem z wodą i kakao i czekałem, aż się zagotuje. Po 10 minutach nadal niestety się tego nie doczekałem. Jak się okazało, w tłumaczeniu przepisu nie było błędu, tak jak mi się wydawało. Margarynę, kakao i wodę należało więc zagotować na patelni. Tak się dzieje, gdy jajko (ja) chce być mądrzejsze od kury. Dalej postepowałem już według przepisu. Wlałem kakaową margarynę do mieszanki proszków i miksowałem do uzyskania jednolitej konsystencji. W małej misce wymieszałem mleko z octem i odczekałem 5 minut, aż mleko skwaśnieje. W tym czasie można włączyć piekarnik, by się rozrgrzał do 180 stopni oraz wysmarować blachę i wyłożyć ją papierem do pieczenia. Przed wlaniem mleka do reszty trzeba spróbować, czy już skwaśniało. Później znów zmiksować. Dużo się tu miksuje, więc dobrze mieć mikser, a w przypadku jego braku zawsze można się wybrać do sąsiadki by go pożyczyć. Dodałem cukier waniliowy (zamiast sproszkowanej wanilii) i zmiksowałem. Iteraz przedostatni krok – wbiłem pierwsze jajko, sięgnąlem po następne , wbiłem i… zbuk! Co za przykra niespodzianka… Nie dość, iż jajka były ostatnim składnikiem przepisu, to jeszcze w kuchni rozszedł się tak niewyobrażalny smród (określenie go jako brzydki zapach byłoby zbyt dużym przekłamaniem), że od razu pobiegłem wylać wszystko do łazienki. Otwarłem okno w kuchni, by napłynęło trochę świeżego (!) powietrza i usiadłem na krześle wpatrując się w ten nieszczęsny kartonik z jajkami. "Całe szczęście, że jajka wbijałem do szklanki, a nie od razu do ciasta", pomyślałem. Tak, wtedy popadłbym chyba w rozpacz. Tyle przygotowań i na marne… No ale nie rozpamiętywałem już tego aż tak długo, piekarnik dał już o sobie znać. Zmiksowałem więc ciasto z dobrymi jajkami, wylałem masę na blachę (masa była dość rzadka – przez chwilę myślałem, że to przez brak zagotowania masła na patelni, ale już było za późno, by coś zmieniać) i włożyłem ciasto do piekarnika na 30 minut.  "No, najtrudniejsze za mną". Spojrzałem na kuchnię, wyglądała trochę jak pobojowisko, ale przynajmniej niczego nie spaliłem. Posprzątałem część niepotrzebnych już rzeczy i przygotowałem sobie śniadanie do pracy. Akurat tak się złożyło, że czas pieczenia dobiegał już końca, więc sprawdziłem je wykałaczką. Było czyste, więc wyciągnąlem blachę z piekarnika. Gdyby wykałaczka była mokra, ciasto musiałoby jeszcze chwilę się piec. Odstawiłem ciasto na bok, by trochę ostygło i zabrałem się za przygotowanie polewy. W tym celu wziąłem znów margarynę, lecz tym razem rozpuściłem ją jak należało zrobić już za pierwszym razem – na patelni. Po chwili dodałem kakao i mleko i czekałem, aż całość się zagotuje. Gdy po kilku minutach polewa zaczęła bulgotać, wymieszałem ją w misce z cukrem pudrem (którego było chyba jednak trochę zbyt dużo, więc dolałem jeszcze kilka łyżek mleka), zmiksowałem dokładnie i rozprowadziłem po ciepłym (nie gorącym) cieście. Pozostawiłem wszystko na całą noc, bo ciasto można kroić dopiero wtedy, gdy już całkowicie ostygnie.
W końcu udało mi się je upiec i po kolejnej przerwie wpisać kolejnego posta. Oby z kolejnymi nie było takich problemów!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Twitter
  • Facebook