RSS
 

Notki z tagiem ‘brownie’

Malinowy Król – Kanapki brownie z malinami

31 lip

Pierwszym przepisem, który wrzucam po przerwie jest ostatni, który zrobiłem. A jest to jedno z ciast, które przygotowałem na moje urodziny, które cieszyło się wielką popularnością (stwierdzenie faktu bez przesadyzmu i samozachwytu) – brownie z malinami w kremie mascarpone :)

Przepis na brownie ten sam, co sprzed lat, mój pierwszy przepis ever, ale z sentymentu powtórzę :)

maliny

Ciasto:
280g mąki tortowej
225g margaryny
400g cukru
2 jaja
0,25 szklanki gorzkiego kakao
1,5 łyżeczki octu
0,5 szklanki mleka
1 łyżeczka sody
0,25 łyżeczki soli
1,5 łyżeczki cukru wanilinowego
1 szklanka wodyKrem:
250g serka mascarpone
100g jogurtu naturalnego
cukier do smaku
sok z cytrynyOwoce:
500g malin

Najpierw nastawiamy piekarnik na 180 stopni, aby się nagrzał do czasu, gdy ciasto będzie gotowe. Następnie wlewamy mleko do spodeczka (albo na spodeczek) i dodajemy ocet, aby się mleko zakwasiło, ponieważ to również zajmuje chwilkę. Następnie w osobnej misce mieszamy make, sodę, cukier i sól. W rondelku na kuchence rozpuszczamy margarynę, po czym dodajemy wody i kakao i czekamy aż się zagotuje. Po tym wlej całość do miski z suchymi składnikami i miksuj aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Do tego czasu mleko powinno już skwaśnieć, ale na wszelki wypadek spróbuj (nie dużo, bo niedobre). Jeśli jest już niedobre, wlej je do czekoladowego ciasta i ponownie zmiksuj. Dodaj cukru wanilinowego i znowu zmiksuj. Teraz pora na ostatni składnik – jajka. Ponieważ brownie to zakalec, więc jajka dodajemy na końcu. Uwaga – jeśli jajka dodasz wcześniej, upieczesz ciasto czekoladowe, które powinno przynajmniej z założenia wyrosnąć. Ale ze względu, iż nie pieczemy ciasta czekoladowego, lecz stricte brownie, które nie powinno wyrosnąć, a jeśli już to niedużo, kolejność jest taka, a nie inna. Skoro sobie już to wyjaśniliśmy.. :) to po wbiciu jajek zmiksuj całość i przełóż ciasto na wysmarowaną i posypaną lub wyłożoną papierem do pieczenia blachę i włóż do pieca na 30 minut. Tutaj praktyczna wskazówka – brownie lubi się kleić, więc papier trzeba wyciągać z między zębów jeśli się nie będzie uważać, bo może tak łatwo nie odchodzić od ciasta, więc proponuję raczej posypać blachę bułką tartą lub cienką warstwą mąki.

Następnie przygotowujemy krem, który jest banalnie prosty, ponieważ polega tylko na wymieszaniu mascarpone, jogurtu, cukru i kilku kropel soku z cytryny. Nie podam Ci konkretnej ilości cukru, ponieważ każdy słodzi inaczej, a co do cytryny mogę poradzić, żeby nieprzesadzić, bo inaczej całość się rozleje. Krem wstawiamy do lodówki, żeby się schłodził, bo i tak musimy odczekać, aż brownie wystygnie, zanim cokolwiek z nim zrobimy.

Kiedy już nasz zakalec będzie chłodny, możemy go pokroić na kawałki i posmarować kremem, a wierzch udekorować malinami. Powstaną w ten sposób swoiste czekokanapki, bardzo dobre i łatwe do jedzenia :)

A co do nazwy, miałem kilka, ale ze względu na maliny, które uwielbiam, choc nie są moimi ulubionymi owocami, oraz Król z tego względu, iż to ciasto cieszyło się większą popularnością niż sam tort urodzinowy (którego zresztą nie zdążylem dokończyć).

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

More than a brownie

01 gru

 More than a brownie
Składniki:

Ciasto:
280g mąki tortowej (1 szklanka =140g)  ~0,40 zł
225g margaryny KASIA                         ~1,60 zł
400g cukru (1 szklanka =200g)              ~1 zł
2 jaja                                                   ~0,7 zł
0,25 szklanki gorzkiego kakao                ~0,5 zł
1,5 łyżeczki octu                                   ~?
0,5 szklanki mleka                                ~0,2 zł
1 łyżeczka sody                                    ~5 gr.
0,25 łyżeczki soli                                   ~?
1,5 łyżeczki cukru waniliowego               ~5 gr
1 szklanka wody                                    

Polewa:
115g margaryny KASIA                         ~0,80 zł
10 łyżeczek mleka                                 ~0,2 zł
0,25 szklanki gorzkiego kakao                ~0,5 zł
500g cukru pudru                                  ~2 zł

Razem:                                                 ~8 zł

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dawno, dawno temu…

28 lis

Miało być systematycznie i w ogóle. Byłoby, gdyby mi się komputer nie zawiesił przed zapisaniem ostatniego posta… a po zawieszeniu tekst mi zniknął i byłem już na tyle zirytowany całą tą sytuacją, iż piszę dopiero dziś. Ale wracając do tematu… Przed pieczeniem ogarnąłem trochę kuchnię, by można było się w niej jakoś poruszać. Kuchnię mamy małą. Byłem już zmęczony po całym dniu, ale z taką chętką na brownie nie mogłem znów tego przełożyć. Poza tym dziewczyny w pracy już "sugerowały", że czekają na moje wypieki. Tym bardziej chciałem, żeby ciasto się udało. Ale jak tu skupić się na pieczeniu, gdy co chwilę drzwi otwierała mama, by sprawdzić czy jej kuchnia dalej jest kuchnią, a nie jest przypadkiem już pogorzeliskiem? I czy rzeczywiście o północy potrzebne są komentarze dotyczące sprzątania? Raczej służą tylko coraz większej irytacji. A ja nie chciałem znów czegoś pomylić, jak za pierwszym razem. Po pewnym czasie wszyscy domownicy poszli spać, więc mogłem w spokoju skupić się na cieście. Wziąłem do ręki przepis, który dostałem od Quentona, przeczytałem go 2 razy dokładnie i zabrałem się do pracy. Przygotowałem wszystkie potrzebne naczynia i składniki, pamiętając o magicznej barierze 10 zł użyłem tańszych zamienników. Na początku wymieszałem dokładnie mąkę, sodę, cukier i sól. Nastepnie w kąpieli wodnej rozpuściłem margarynę, wymieszałem z wodą i kakao i czekałem, aż się zagotuje. Po 10 minutach nadal niestety się tego nie doczekałem. Jak się okazało, w tłumaczeniu przepisu nie było błędu, tak jak mi się wydawało. Margarynę, kakao i wodę należało więc zagotować na patelni. Tak się dzieje, gdy jajko (ja) chce być mądrzejsze od kury. Dalej postepowałem już według przepisu. Wlałem kakaową margarynę do mieszanki proszków i miksowałem do uzyskania jednolitej konsystencji. W małej misce wymieszałem mleko z octem i odczekałem 5 minut, aż mleko skwaśnieje. W tym czasie można włączyć piekarnik, by się rozrgrzał do 180 stopni oraz wysmarować blachę i wyłożyć ją papierem do pieczenia. Przed wlaniem mleka do reszty trzeba spróbować, czy już skwaśniało. Później znów zmiksować. Dużo się tu miksuje, więc dobrze mieć mikser, a w przypadku jego braku zawsze można się wybrać do sąsiadki by go pożyczyć. Dodałem cukier waniliowy (zamiast sproszkowanej wanilii) i zmiksowałem. Iteraz przedostatni krok – wbiłem pierwsze jajko, sięgnąlem po następne , wbiłem i… zbuk! Co za przykra niespodzianka… Nie dość, iż jajka były ostatnim składnikiem przepisu, to jeszcze w kuchni rozszedł się tak niewyobrażalny smród (określenie go jako brzydki zapach byłoby zbyt dużym przekłamaniem), że od razu pobiegłem wylać wszystko do łazienki. Otwarłem okno w kuchni, by napłynęło trochę świeżego (!) powietrza i usiadłem na krześle wpatrując się w ten nieszczęsny kartonik z jajkami. "Całe szczęście, że jajka wbijałem do szklanki, a nie od razu do ciasta", pomyślałem. Tak, wtedy popadłbym chyba w rozpacz. Tyle przygotowań i na marne… No ale nie rozpamiętywałem już tego aż tak długo, piekarnik dał już o sobie znać. Zmiksowałem więc ciasto z dobrymi jajkami, wylałem masę na blachę (masa była dość rzadka – przez chwilę myślałem, że to przez brak zagotowania masła na patelni, ale już było za późno, by coś zmieniać) i włożyłem ciasto do piekarnika na 30 minut.  "No, najtrudniejsze za mną". Spojrzałem na kuchnię, wyglądała trochę jak pobojowisko, ale przynajmniej niczego nie spaliłem. Posprzątałem część niepotrzebnych już rzeczy i przygotowałem sobie śniadanie do pracy. Akurat tak się złożyło, że czas pieczenia dobiegał już końca, więc sprawdziłem je wykałaczką. Było czyste, więc wyciągnąlem blachę z piekarnika. Gdyby wykałaczka była mokra, ciasto musiałoby jeszcze chwilę się piec. Odstawiłem ciasto na bok, by trochę ostygło i zabrałem się za przygotowanie polewy. W tym celu wziąłem znów margarynę, lecz tym razem rozpuściłem ją jak należało zrobić już za pierwszym razem – na patelni. Po chwili dodałem kakao i mleko i czekałem, aż całość się zagotuje. Gdy po kilku minutach polewa zaczęła bulgotać, wymieszałem ją w misce z cukrem pudrem (którego było chyba jednak trochę zbyt dużo, więc dolałem jeszcze kilka łyżek mleka), zmiksowałem dokładnie i rozprowadziłem po ciepłym (nie gorącym) cieście. Pozostawiłem wszystko na całą noc, bo ciasto można kroić dopiero wtedy, gdy już całkowicie ostygnie.
W końcu udało mi się je upiec i po kolejnej przerwie wpisać kolejnego posta. Oby z kolejnymi nie było takich problemów!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS
  • Twitter
  • Facebook